
Pod podłogą jednego z mieszkań odkryto możliwość obecności subitu, toksycznego kleju stosowanego w czasach PRL do mocowania parkietów. Właściciele mieszkania zauważyli niepokojące zapachy oraz zmianę koloru klepek, co wskazywało na obecność tej niebezpiecznej substancji. Eksperci zajmujący się usuwaniem subitu potwierdzili, że są to typowe oznaki jego obecności.
Trudności w uzyskaniu pomocy
Rodzina wielokrotnie apelowała o przeprowadzenie badań, ale urzędnicy zgodzili się jedynie na pobranie próbek powietrza, a to dopiero po wielu miesiącach interwencji. Mimo że mamy już sierpień 2025 roku, wyniki badań wciąż nie zostały udostępnione. W odpowiedzi z ZGN Mokotów stwierdzono, że subitu nie ma, ponieważ w dwóch innych mieszkaniach na tej samej ulicy go nie wykryto. Tego rodzaju argumentacja pozostawia wiele do życzenia, sugerując, że sytuacja w jednym mieszkaniu może być oceniana na podstawie sąsiednich.
Więcej problemów niż tylko subit
Mieszkanie, które rodzina miała objąć, jest w złym stanie technicznym. Brak liczników energii sprawia, że przedstawicielka ZGN zasugerowała rodzinie używanie świec, zwalniając się tym samym z odpowiedzialności. Pomieszczenia są zaniedbane, a usterki są widoczne gołym okiem. Wizyty urzędników ograniczyły się do stwierdzenia, że parkiet był zniszczony przez zwierzęta poprzedniego lokatora.
Niepewna przyszłość rodziny
Rodzina stoi przed groźbą eksmisji z mieszkania, które formalnie należało do ojca pani Agnieszki, byłego funkcjonariusza policji. Po jego śmierci policja dąży do odzyskania lokalu. Córka pani Agnieszki, która zmaga się z przewlekłą chorobą i przeszła udar w wieku 13 lat, jest coraz bardziej zestresowana i przytłoczona niepewnością.
Biurokratyczne zawirowania
Z dokumentów wynika, że rodzina zmaga się z urzędniczą bezdusznością. Odpowiedzi z ZGN są nieprzyjemne i często obraźliwe, a odpowiedzialność jest przerzucana między instytucjami. Choć sprawa została skierowana do Rzecznika Praw Obywatelskich, nie przyniosło to żadnych rezultatów, a media pozostają obojętne.
Symbol szerszego problemu
Ta dramatyczna sytuacja nie dotyczy tylko jednej rodziny. Jest symbolem systemowej obojętności, w której ludzie są traktowani jako petenci drugiej kategorii. Ich zdrowie i bezpieczeństwo są podporządkowane biurokratycznym procedurom i komfortowi urzędników. Czekanie na decyzję o przeprowadzce lub wynikach badań trwa miesiącami, a życie rodziny w tym czasie zamienia się w koszmar.
Trudno pojąć, jak to możliwe, że w 2025 roku w europejskiej stolicy ktoś musi wybierać między ryzykiem zdrowotnym a utratą dachu nad głową. Jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego urzędy nie czują się zobowiązane do szybkiego rozwiązania tej sytuacji.
Aby przywrócić godność mieszkańcom i urzędnikom ZGN Mokotów, apelujemy o natychmiastowe działania. Jeśli sytuacja się nie zmieni, należałoby dowiedzieć się, dlaczego tak się stało i kto za to odpowiada.